Witamy w Magazyn Szachista
 » Strona Główna // » Baza partii / » FORUM / » Kombinacje / » Nauka Gry / » Zadania / » Prenumerata
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   GrupyGrupy   ProfilProfil   Zaloguj i zobacz wiadomościZaloguj i zobacz wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wiesz co jesz?
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    www.szachista.com Strona Główna
-> Nie tylko szachy (ogólne)
Poprzedni temat :: Następny temat  
Autor Wiadomość
tpp
Hetman
Hetman


Dołączył: Jan 17, 2002
Posty: 3100
Skąd: Polska

PostWysłany: Wto Kwi 22, 2008 9:58 pm
Temat postu: Wiesz co jesz?
Odpowiedz z cytatem

Wiesz co jesz? Gazeta Wyborcza:
Cytat:
Najtańsza mielonka wieprzowa w Polsce jest z kurczaków. Najtańszy syrop malinowy nie ma ani jednej maliny

Czy to w ogóle ważne co się je? Trzeba jakoś wyżywić miliardy ludzi na świecie. Napisz co sądzisz o najtańszych produktach: listydogazety@gazeta.pl

Kupujemy tanio, najtaniej. Ale czy zastanawiamy się, jakim prawem te rzeczy tak mało kosztują? W imieniu nas, konsumentów, schylam się do najniższej półki.

Najtańszy chleb. Chleb Polskie Zboża - 1,29 zł

- To chyba najtańszy chleb półkilogramowy w Warszawie - przyznaje dyr. Maria Wieteska z warszawskiej Spółdzielni Piekarsko-Ciastkarskiej SPC. - Stworzyliśmy dla Biedronki tanią markę Polskie Zboża.

- Jakim cudem ten chleb jest taki tani?

- Pełna mechanizacja produkcji, to już przemysł, linia produkcyjna wypuszcza kilka tysięcy bochenków na godzinę.

- Czym różni się od waszego markowego chleba za 2,39?

- Nasz Chleb Baltonowski jest smakowo inny, mówią, że "prywaciarski". Tam stosujemy naturalne zakwaszanie, kwas mlekowy, bakterie, które pracują nad fermentacją. To wymaga pracy ludzi. Pracownicy pilnują, przekładają, przenoszą zakwas do kolejnych dzież.

- A Polskie Zboża?

- W 85 proc. jest produkowany z mąki pszennej. Od 2005 roku ona jest tańsza od żytniej. I nie jest potrzebna przedłużona fermentacja mąki żytniej. A czas to pieniądz.

Najtańsza szynka. Szynka ogonówka. 1 kg - 13,99 zł

"Extra nastrzyk 200 procent! Extra produkt! 160 procent sukcesu! Vitasol". Ewa Mrówka z PIH pokazuje mi kolorowe reklamy, jakich nie znajdziemy w prasie codziennej. Ta pochodzi z pisma "Gospodarka Mięsna". Kolejna z pisma "Mięso i Wędliny", dotyczy preparatu Vitacel: "Wyższa wydajność obróbki cieplnej! Lepsza tekstura i smak! Wyjątkowe wiązanie wody i tłuszczu! Błonnik pszenny - wyjątkowe połączenie zdrowia i funkcji! Bez pylenia na produkcji, bez kapania na ogniu".

- I co w tym złego? Może taki błonnik pszenny jest bardzo zdrowy.

- Nie mówię, że nie jest. Ale to w niczym nie przypomina prawdziwej szynki, jakiej smak pamiętamy sprzed lat. Do 2003 roku obowiązywały Polskie Normy, zgodnie z którymi wędlina przekraczająca masą 130 proc. surowca (czyli z kilograma mięsa uzyskiwano powyżej 1,3 kg szynki) była uznawana za produkt szynkopodobny. Teraz stosowanie tych norm to dobra wola producenta. Konsument powinien jednak wiedzieć, że kupuje wędlinę złożoną w połowie z szynki, a w połowie z roślinnych dodatków białkowych i wody.

- Naprawdę tylko w połowie z szynki?

- Fachowcy potrafią z kilograma mięsa uzyskać dwa kilo produktu. Nastrzykuje się je wodą, a potem dodaje substancje wiążące wodę i sól, dlatego wędliny są takie słone. Także kolagen (białko stosowane głównie w kosmetykach). I dodatki sojowe, które poprawiają strukturę i zwiększają zawartość białka tak, że w laboratorium nie da się wykryć fałszerstwa.

- Czy to naprawdę źle?

- Są różne mody. Mięsarze twierdzą, że Polacy lubią, kiedy szynka "płacze", wilgotne wędliny uważają za soczyste. I przekonują, że od kiedy pojawiły się nowoczesne wędliny z wodą i soją, które mają przez to mniej tłuszczu - to ludzie są zdrowsi.

Dr Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska z Instytutu Żywności i Żywienia oponuje: - Człowiek to nie tylko układ krwionośny. Soja nie jest źródłem żelaza, tylko prawdziwe mięso. A bardzo dużo jest w społeczeństwie niedokrwistości i żelazo jest potrzebne. Ponadto europejska soja jest bogata w fitoestrogeny. Ich nadmiar powoduje hamowanie wytwarzania hormonów własnych, zwłaszcza testosteronu. To dobre dla kobiet w menopauzie. Czy to nie przez tę soję mężczyźni robią się tacy zniewieściali, opóźnia się dojrzewanie płciowe u chłopców?

O najtańszą szynkę z Carrefoura pytam jej producenta Henryka Kanię, właściciela zakładów mięsnych w Pszczynie.

- Mamy wędliny z różnych półek: szynki dojrzewające, polędwice surowe. A szynka z łopatki jest tańsza.

- Ile wody jest w najtańszej szynce?

- Przecież samo mięso składa się w 70 procentach z wody. Wiedział pan?

- Spytam inaczej: ile wędliny uzyskuje pan z 1 kg szynki?

- 1,20-1,30 kg. To standard.

- Co pan dodaje, że ona się tak zwiększa? Soję?

- Jeśli ktoś dodaje soję, to musi to napisać na etykiecie.

- A pan dodaje czy nie?

- Są substancje białkowe, może niektóre na bazie soi. Uczciwie mówiąc, to nawet nie wiem.

- A kto ma wiedzieć jak nie pan?

- Mam czterech technologów, musiałbym ich spytać.

Najtańszy keczup. Keczup Tesco - 1,99 zł

Rekordowe przebicie - produkt Tesco jest ponad trzy razy tańszy od Hellmann'sa (6,23) - ale też rekordowe przegięcie.Trzy pierwsze składniki Hellmann'sa: koncentrat pomidorowy (63 proc.), cukier i woda. Keczup Tesco to właściwie sok: woda, przecier pomidorowy (19 proc.), cukier.

- Nie tyle sok, co napój, bo ilość pomidorów jest tu śladowa - prostuje dr Monika Hoffmann z Wydziału Technologii Żywienia SGGW. - Nie dość, że przecieru jest bardzo mało, to jest jeszcze trzy razy mniej stężony niż koncentrat. Coś musi zagęszczać ten produkt - woda związana za pomocą skrobi. Najbardziej przypomina mi to budyń o smaku pomidorowym.

Byłem pewien, że droższy keczup będzie "bez konserwantów" - ale nie, ma je tak jak tańszy. Dietetyk dr Kozłowska-Wojciechowska się nie dziwi: - Sztuczne konserwanty są przebadane, dopuszczone do użytku i nie szkodzą. A najstarszym konserwantem jest sól, tyle że produkty konserwowane w ten sposób wcale nie są zdrowe. Sól w nadmiarze przyczynia się do udarów mózgu, raka żołądka. Jemy 14 g soli dziennie, a powinniśmy jeść 5-6 g.

Najtańszy dżem

Dżem truskawkowy Sympathica. 0,5 litra - 2,39 zł

Najtańsze dżemy to sam ulepek. Bo bierze się do ich produkcji mało owoców, a dużo pektyny (roślinna żelatyna z wytłoków jabłkowych lub cytrusowych), wody i cukru. Powstaje dżemowa galaretka. Kremowe truskawki w słoiczku cuchną siarką. - To pulpa, czyli owoce utrwalone dwutlenkiem siarki - wyjaśnia doktor Monika Hoffmann ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Z pulpy robi się dżem, bo fabryka nie pracuje przecież tylko wtedy, kiedy owoce są świeże.

- Dwutlenek siarki odparowuje, ale czuć pozostałości. Mogą one być alergizujące - dodaje dr Hoffmann. - Lepszym sposobem przechowywania owoców jest mrożenie, bo zachowują wtedy wartości odżywcze, witaminy. Ale to jest droższe.

A może być jeszcze taniej - kiedy dżem zrobi się z przecieru. Owoce na przecier nie muszą ładnie wyglądać, więc trafiają tam nadpsute odrzuty.

Dżem trzeba czymś utrwalić. Nie trzeba bać się chemicznych konserwantów, wszystkie są przebadane i dopuszczone do użytku. Ale lepsza - i droższa - jest obróbka termiczna i szczelne zamknięcie. Tak jak nasze babcie gotowały na gazie słoiczki konfitur. Jeśli dżem jest w plastiku, to na pewno został utrwalony konserwantami.

Rekordowo tani dżem Sympathica z Lidla jest sprzedawany w bardzo ładnych kubeczkach z cienkiego plastiku.

W 100 g jest 47 g cukru i 36 g truskawek.

Dla porównania w dżemie z Łowicza jest odwrotnie: 40 g owoców i 36 g cukru.

- Tani dżem na kanapce w smaku będzie podobny - ocenia Marcin Wiliński, kucharz z warszawskiej knajpki Pod Lipą. - Ale jeśli weźmie się go do naleśników i podgrzeje, to on się roztopi i wypłynie.

Najtańszy napój. Grapcio z sokiem. Butelka - 1,39 zł

Dr Monika Hoffmann ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego trzyma w szafce napoje dla dzieci. Kolorowa woda z cukrem. Grapcio z sokiem zawiera 1 proc. soku.

- Spójnik "z" jest w tej sytuacji nieuczciwy - uważa pani doktor. - Bo na przykład Frutek O SMAKU marchwiowo-pomarańczowo--bananowym przynajmniej nie oszukuje, a ma 3 proc. soku. Jednak to nadal dramatycznie mało, bo nawet fanta - odsądzana od czci i wiary, że taka słodka i niezdrowa - ma aż 6 proc. soku.

- Jakim cudem napój Grapcio jest tak tani?

- Bo czynnikiem kosztotwórczym jest sok - wyjaśnia Dariusz Olczar, główny technolog Ustronianki. - A Grapcio jest zaliczany do grupy napojów bezalkoholowych. W tej kategorii tylko nieliczne produkty posiadają w składzie sok owocowy. Wśród nich nasz Grapcio.

- Czy to jest zdrowe dla dzieci?

- Nasze napoje są produkowane zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa żywnościowego i w myśl niego są produktami dopuszczonymi do spożycia - odpowiada technolog Ustronianki.

Dopuszczone nie znaczy zdrowe, jeśli napój to sam cukier - oprócz wody. Dr Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska z Instytutu Żywności i Żywienia oponuje: - Cukier to prosta droga do otyłości. Młodzi ludzie ok. 15 proc. spożywanych kalorii czerpią ze słodzonych napojów.

Najtańszy syrop malinowy

Syrop malinowy Tesco. Butelka - 1,05 zł

Często nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, wystarczy czytać etykiety. Trzeba tylko znać podstawową zasadę: składniki wypisuje się według objętości, to, czego jest najwięcej - na początku, czego najmniej - na końcu. Z czego jest zagęszczany syrop malinowy? Z malin?

Zaprawa do napojów o smaku malinowym Tesco kosztuje trzy razy taniej niż markowy syrop. Składa się kolejno z wody, syropu glukozowo-fruktozowego, kwasku cytrynowego, stabilizatora, aromatu, substancji słodzącej, barwnika oraz substancji konserwującej. Malin nie ma tu ani śladu, jest tylko chemiczny aromat. Syntetyczne aromaty robi się z estrów, aldehydów i ketonów, czyli z ropy naftowej.

- Niech pan nie przesadza - oponuje dietetyk dr Kozłowska-Wojciechowska. - To substancje dopuszczone do użytku. Syntetyczny aromat nie jest szkodliwy, a nadmiar cukru tak.

Wracam do półki z syropami owocowymi. Dla odmiany biorę pod lupę drogi produkt - syrop malinowy Herbapolu za 4,89 zł.

Czytam etykietę: cukier, syrop, woda i dopiero na czwartym miejscu zagęszczony sok. Ale jaki? Aroniowy! Dodatek zagęszczonego soku malinowego jest znikomy, bo został wymieniony nawet za aromatem.

Ściślej, taki sok Herbapol produkował na jesieni. Zimowa dostawa różni się składem: cukier, syrop, woda, zagęszczony sok aroniowy i... zagęszczony sok z czarnej marchwi. Jest też precyzyjna informacja, ile jest dwukrotnie zagęszczonego soku malinowego: 0,25 proc. To jedna malinka.

Jacek Sim z Herbapolu wyjaśnia: - Sok malinowy nie nadaje się do dłuższego przechowywania, gdyż nawet przygotowany metodą domową po pewnym czasie traci swój naturalny kolor i brązowieje. Odpowiednio dobrana kompozycja dodatkowych - poza zagęszczonym sokiem malinowym - składników zapewnia kolor, smak i zapach malinowy intensywniejszy i trwalszy niż sam sok malinowy. Wynika to z oczekiwań konsumentów. Ponadto zdrowotne walory produktu dzięki aronii są wyższe, niż zapewniałby sam syrop malinowy.

Najtańszy nektar. Garden. 2 litry - 3,69 zł

Nektar to napój bogów olimpijskich, wspaniały i delikatny. Ale to dotyczy mitologii, a nie sklepowych półek.

Bo na półkach najwyżej jest sok. W sezonie robi się go ze świeżych owoców, potem można rozcieńczyć uzyskany koncentrat. Ale obowiązuje zasada: sok nie może być jednocześnie dosładzany i zakwaszany. Albo się go nieznacznie dosładza (do 15 g cukru na litr, żeby skorygować smak, np. sok grejpfrutowy), albo zakwasza (np. sok gruszkowy, winogronowy).

Nektar zawiera 25-50 proc. soku. To średnia półka. W przypadku owoców, które można wycisnąć (np. pomarańcze, jabłka), obowiązująca ilość soku to 50 proc. A nektary z papkowatych i gęstych owoców jak banan oraz bardzo kwaśnych jak czarna porzeczka, aronia muszą mieć 25 proc. soku.

Najniżej są napoje owocowe, które muszą zwierać powyżej 20 proc. soku. Producenci starają się ukryć wstydliwe słowo "napój". "Garden prosto z sadu" to niezła ściema. Wbrew temu hasłu z tyłu znajdziemy małą czcionką, że został wyprodukowany bynajmniej nie ze świeżych jabłek, tylko z zagęszczonego soku owocowego. Zawiera 20 proc. owoców. W tej sytuacji wybite z przodu hasło "100 procent świeżego smaku" jest co najmniej wprowadzeniem klienta w błąd. A hasło "1+1 litr gratis" robi się zabawne. - Ten gratis to posłodzona woda - komentuje dr Monika Hoffmann z SGGW.

Dokładnie tak jest. Garden kosztuje 3,69 zł za dwa litry, gdy za litrowy sok jabłkowy Fortuny trzeba zapłacić 3,08. Czyli litr wody z cukrem (uwaga, jeszcze taniej jest ze słodzikiem!) kosztuje 61 groszy.

Najtańszy sos do pieczeni. Sos do pieczeni Tesco - 0,99 zł

Sosy do pieczeni, pięć pierwszych składników w dwóch markach. Marka Tesco: mąka pszenna, laktoza, skrobia ziemniaczana, sól, substancja wzmacniająca smak. Droższy Knorr, za 1,67 zł: skrobia modyfikowana, maltodekstryna, glukoza, mąka pszenna, tłuszcz roślinny. Sos Tesco potania mąka.

- Cenę droższego sosu podnosi skrobia chemicznie modyfikowana (jest w pełni bezpieczna i nie należy tego mylić z żywnością genetycznie modyfikowaną), która lepiej kleikuje - wyjaśnia dr Monika Hoffmann. - W drugim taką funkcję ma mąka, ale sos trzeba długo mieszać, a i tak nie uzyska się równie gładkiej konsystencji.

Najtańsza mielonka wieprzowa. Mielonka w puszce Tesco - 2,49 zł

Markowy luncheon meat z Sokołowa (za 4,29 zł puszka) to 53 proc. mięsa wieprzowego, dalej woda, tłuszcz wieprzowy, skrobia, białko sojowe itd. Natomiast marka Tesco (za 2,49 zł) składa się przede wszystkim z tzw. mięsa oddzielonego mechanicznie (MOM, inaczej spray mięsny), i to z kurcząt. Jest go w produkcie aż 33 proc. Dalej: woda, skórki wieprzowe (fu!), tłuszcz wieprzowy i dopiero na piątym miejscu mięso wieprzowe - zaledwie 6,6 proc. Czyli najtańsza mielonka wieprzowa jest z mięsa kurczaków.

- I bardzo dobrze, bo kurze jest zdrowsze od czerwonego - komentuje zaskakująco dietetyk dr Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska.

Jednak wieprzowina, którą udaje kurczak, sama potrafi udawać cielęcinę. Krystyna Gawkowska z Państwowej Inspekcji Handlowej do dziś nie może się nadziwić produktowi Parówki Cielęce, który kiedyś widziała. W składzie była sama wieprzowina, o jedną trzecią tańsza od cielęciny.

Najtańsze orzeszki w puszce

Orzeszki Carrefoura i Tesco - 1,50 zł

- Jakim prawem pana orzeszki są takie tanie?

Szef firmy produkującej orzeszki w puszkach, m.in. dla Carrefoura i Tesco, nie chce podawać w gazecie nazwiska ani swojej marki. W zamian będzie odpowiadał szczerze.

- Czasem sieć sprzedaje poniżej ceny zakupu. Mogę pokazać faktury. Sprzedajemy im puszkę po 1,30 zł, a oni wystawiają towar po 1,20. Przyciągają ludzi.

To 1,30 to i tak dwa razy taniej niż markowe orzechy, bo orzeszki Felix kosztują 3,50 zł.

- Większość producentów sypie śmieci. Orzeszki, które nie powinny iść do konfekcji, tylko na krajankę do cukiernictwa.

Skąd się bierze te śmieci?

- Z Hamburga. To orzechy z Chin, które przypłynęły do Niemiec i tam okazuje się, że są nieodpowiedniej jakości. Lekko zjełczałe, nadają się na paszę, a nie dla ludzi. Powinno się to odesłać do nadawcy na jego koszt. Więc Chińczyk woli spuścić cenę o połowę, ale pozbyć się kłopotu.

- Polska nie importuje takich orzechów?

- Nie przeszłyby badań aflotoksyn, to takie pleśni rakotwórcze. U nas te przepisy są zbyt surowe, u Niemców łagodniejsze. A jak sprowadzam te orzechy z Unii Europejskiej, to już nie muszę robić badań.

- Pan sprowadza?

- Przyznam, że zdarzyło mi się zakupić partię z Hamburga dla jednej z sieci. Bo dla supermarketów tylko cena się liczy.

Najtańsza pasta do zębów. Dentica - 2,69 zł. To prawie jedna trzecia ceny markowej pasty Blend A Med.

Prezydent Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego Marek Ziętek wyjaśnia, że pasta do zębów służy do trzech rzeczy. Ma działać przeciwpróchnicowo, czyli powinna zawierać związki fluoru. Przeciwzapalnie - triclosan. I oczyszczająco - tlenek wapnia, związki cynku. Ziętek domyśla się recepty na tańszą pastę. Po pierwsze, stosuje się bardziej zanieczyszczony krajowy tlenek wapnia (zagraniczny jest bardziej miałki). Po drugie, nieorganiczne związki fluoru są tańsze od organicznych. A po trzecie, nie dodaje się tzw. kopolimerów (one powodują, że triclosan po nałożeniu na szkliwo będzie się powoli z niego uwalniał, nawet do 24 godzin - stąd slogany reklamowe o długotrwałej ochronie).

Katarzyna Jankowska z firmy Torf produkującej pastę Dentica: - Bywa, że pasty mają napisane, że super wzmacniają szkliwo, mają składnik wybielający i jeszcze wspomagają odchudzanie. Że jak pan umyje zęby, to w paście jest taka substancja, że nie będzie pan głodny. My nie składamy takich obietnic. Pasta ma się pienić, oczyścić zęby i odświeżyć oddech.

Najtańsze piwo. Piwo Tesco - 1,14 zł/puszka

W Tesco mówią, że ich piwo produkuje browar Van Pur. Mało alkoholu - tylko 4 proc. Dwa i pół razy taniej niż puszka piwa tego samego browaru, ale sprzedawana pod jego logo.

Jakim cudem to piwo jest takie tanie?

Po kilku tygodniach ustaleń otrzymałem odpowiedź prezesa Marka Krzystkiewicza, że to efekt niższych kosztów promocji i dystrybucji oraz zerowego kosztu reklamy. Zaś "w zakresie technologii produkcji, jakości surowców, jak i kontroli jakości brak jest istotnych różnic" między piwem Van Pur a marką supermarketową.

Ale skąd aż dwuipółkrotne przebicie?

Doktor inż. Elżbieta Baca z Zakładu Technologii Piwa i Słodu w Instytucie Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego podsuwa taką hipotezę: - Jeżeli browar ma zalegające piwo, to woli się go pozbyć nawet po cenie produkcji. Produkcja piwa trwa trzy-cztery tygodnie, a potem towar ma pół roku-rok trwałości. Sprawdzam w sklepie: pudło. Piwo marki Tesco ma najdłuższy termin przydatności w całym dziale piwnym.

Paweł Kwiatkowski, rzecznik prasowy konkurencyjnej Kompanii Piwowarskiej, podsuwa inne tropy: - Można używać słodu jęczmiennego albo zamiast niego kukurydzy, to tańsze. Można kupić chmiel gorszej klasy, bez aromatu i dodać aromat syntetyczny. Można też dodać enzymy, żeby przyspieszyć proces fermentacji. Wtedy da się więcej wyprodukować w krótszym czasie.

Eliza Panek z Browaru Żywiec dodaje: - Jeśli się przerwie fermentację, wyjdzie piwo z mniejszą zawartością ekstraktu, czyli mówiąc w uproszczeniu - słabsze. A akcyzę płaci się od zawartości alkoholu. Ale i tak się nie da wyprodukować piwa w takiej cenie, bo nie da się tak zbić kosztów fiskalnych, pytałam w naszym dziale technologii. Nawet przy słabym piwie sama akcyza i VAT to razem 77 groszy. A produkcja?

Paweł Kwiatkowski: - W branży mówi się, że "piwo generuje traffic". Czyli ludzie przyjdą do sklepu po tanie piwo i coś przy okazji dokupią.

Najtańsza kawa rozpuszczalna. Tesco. 100 gramów - 5,99 zł

Kawa składa się w 100 proc. z kawy. Ale może być suszona rozpyłowo albo liofilizowana. Pierwsza obróbka powoduje utratę aromatu, gorszy smak, ale jest tańsza. Koncentrat kawy wpuszcza się w cylinder i suszy w strumieniu gorącego powietrza. Wychodzą z tego granulki kawowe. Kawa liofilizowana (koncentrat się mrozi) wygląda jak małe kryształki.

Jak to się dzieje, że marka supermarketowa jest prawie dwa razy tańsza od Nescafé (10,91 za taki sam słoiczek przy takiej samej obróbce)?

Producent marki własnej kawy rozpuszczalnej dla Carrefoura i Tesco: - Od 40 do 60 proc. ceny słoiczka to dystrybucja i marketing. Przy marce własnej nie trzeba tego doliczać.

Ten mechanizm potwierdza Marcin Ciecierski z FHU Excellence, firmy produkującej syropy - zarówno pod swoim logo, jak i tzw. marką własną - dopowiada: - Do ceny produktu z własnym logo trzeba doliczyć jeszcze 50 proc. kosztów na promocję. Dla merchandisera, żeby wyżej umieścił towar na półce, albo dla pani magazynierki. Nie pieniądze, bo za to się teraz idzie do więzienia. Ale długopis, szklanka, koszulka. Pan wie, ile te gadżety kosztują?

Krzysztof Szponder z Metra zarządzającego siecią Real dorzuca kilka liczb: - Koszty dobrej tygodniowej kampanii telewizyjnej to pół miliona złotych. Producent marki własnej ich nie ponosi. A druga rzecz to wolumen produkcji. Jak zagwarantujemy masarni zbyt 60 ton szynki tygodniowo, to ona może obniżyć koszty.

Policzmy. Jeśli 100-gramowy słoiczek kawy granulowanej w Tesco kosztuje 5,99 zł i doliczymy do niego 60 proc., wyjdzie nam 9,59 zł. Mniej więcej tyle samo, ile stojący obok słoiczek kawy Nescafé (10,91 zł).

W tej sytuacji rodzi się inne pytanie: dlaczego drogie produkty same w sobie nie są w zasadzie droższe od tanich?

Najtańsze prezerwatywy. Rosetex . 3 szt. - 2,99 zł

Poprosiłem żonę o pomoc. Wzięliśmy dwie prezerwatywy. Ja trzymałem, a żona półlitrowymi butelkami wlewała wodę. I liczyliśmy, która po ilu butelkach pęknie. Tańsza pękła dwie butelki wcześniej. Ale Andrzej Karczewicz z Urzędu Rejestracji Leków zapewnia, że każda sprzedawana w Unii Europejskiej prezerwatywa musi wytrzymać po napompowaniu 18 litrami powietrza przy ciśnieniu 2 atmosfer.

Tanich prezerwatyw szukałem w marketach. Marki własnej nie znalazłem nigdzie. Najtańsze były Roseteksy za 2,99 zł - połowa ceny markowych prezerwatyw na półce obok.

O kosztach decyduje element ludzki. - Przy sprawdzaniu jakości prezerwatyw w fabryce jest dużo ręcznej roboty - opowiada Andrzej Karczewicz. - Siedzą ludzie i naciągają prezerwatywy na metalowe fallusy, potem puszcza się prąd o wysokim napięciu i znów trzeba prezerwatywy ściągnąć i zrolować. Dlatego tańsze są prezerwatywy produkowane tam, gdzie są niższe koszty pracy.

- Cenę możemy obniżyć przez tańsze opakowanie - mówi Olgierd Wejner z Abpolu produkującego prezerwatywy Rosetex. - U nas to nieklejony kawałek kartonika. A są opakowania w formie pudełeczka, jeszcze z folią zewnętrzną.

Można też oszczędzić na dodatkach. Prezerwatywa jest nawilżana środkiem chemicznym. Tańszy będzie wysychał zaraz po odpakowaniu prezerwatywy, droższy utrzyma się przez wiele minut. Ale dyr. Lucjan Exner z Unimilu mówi, że nie opłaca się obniżać ceny prezerwatyw: - Generalnie kupuje się drogie. Są dwie takie kategorie produktów: prezerwatywy i przeciery dla dzieci w słoiczkach, w których konsument kieruje się ceną, aby była jak najwyższa.

Czy to w ogóle ważne co się je? Trzeba jakoś wyżywić miliardy ludzi na świecie. Napisz co sądzisz o najtańszych produktach: listydogazety@gazeta.pl

Źródło: Duży Format

_________________
Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
www.kolegiumsedziow.prv.pl - konkurs Przepisów gry. Zapraszam, Tomasz Ptaszyński
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
   
K_M_K
Hetman
Hetman


Dołączył: Dec 08, 2003
Posty: 851
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Sro Kwi 23, 2008 7:28 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Niestety, coś w tym jest. Od kilku lat staram się nie jeść zbyt przetworzonej żywności, np. "państwowych" pasztetów, kiełbas, szynek, konserw mięsnych, i wielu innych rzeczy. Co kilka miesięcy muszę robić badania krwi na enzymy wątrobowe i stwierdzam, że od momentu zaprzestania jedzenia powyższych rzeczy, zdecydowanie poprawiły mi się wyniki.
_________________
Im dłużej żyję, tym staję się coraz bardziej sentymentalny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
acidity
Hetman
Hetman


Dołączył: Feb 27, 2002
Posty: 1545
Skąd: Polska

PostWysłany: Sro Kwi 23, 2008 10:41 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Będzie jeszcze gorzej. Problem nie tkwi moim zdaniem w tym, że "Trzeba jakoś wyżywić miliardy ludzi na świecie.", tylko w tym, że ludzie sami oczekują taniej żywności. Ta naturalna, taka jaką pamiętamy z dawnych lat, też mogłaby być tańsza, ale tylko wtedy, gdyby miała duży zbyt. Jednak i tak byłaby droższa od tego co nam w sklepach serwują.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
   
Chrząszczyk
Nowy
Nowy


Dołączył: Sep 01, 2007
Posty: 59

PostWysłany: Sro Kwi 23, 2008 8:26 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Zyjemy w XXI wieku i nadprodukcje żywności mamy tak wielką że nakłada się kary za zbyt dużą produkcje. Wystarczy spytać jakiegoś rolnika który przekroczył przyznaną "kwotę mleczną" albo przypomnieć sobie jak parę lat temu UE gnębiła Polske za duże zapasy cukru. A "nakarmienie miliardów ludzi" to mit nie problem. jedynym problemem jest to jak nakarmić ich z ZYSKIEM?!! Swoją drogą w polsce nie przestrzega się żadnych norm w produkcji żywności, nadużyć jest cała masa, a kar nie ma żadnych, a jak są to śmiesznie małe. Ludzie często kupują tańsze produkty bo nie mają pewności czy te drogie są żeczywiście lepsze ZERO KONTROLI I INFORMACJI jesteśmy skazani na to co jest napisane na etykiecie a nie zawsze jest to rzetelna informacja.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
lk85
Hetman
Hetman


Dołączył: Mar 22, 2004
Posty: 1909

PostWysłany: Sro Kwi 23, 2008 11:41 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Nie wiem, czy zbyt duża wiedza na temat żywności jest korzystna dla zdrowia Wink . Kiedyś wcinałem obiadki mamusi i na zdrowie nie narzekałem, a potem poczytałem różne fora dyskusyjne na temat sportowego trybu życia, diety itp. i niektóre moje ulubione potrawy mi zbrzydły Rolling Eyes .
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
skemup
Pion
Pion


Dołączył: Oct 28, 2005
Posty: 151

PostWysłany: Czw Kwi 24, 2008 6:55 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Wolałbym jeść mniej wędlin, ale żeby były lepsze jakościowo tzn. bez zastrzyków i innych "syfów". Nie wim czy sa jakieś regulacje prawne ana ten temat ale powinny być, chyba że społeczeństwo jest bogate i chce finansowac leczenie ludzi z tego powodu. Druga sprawa chleb, nie wiem jak Wy ale ja pamietam inny smak chleba z dzieciństwa, kiedyś chcleb czerstwiał teraz pleśniejej -dziękuję za takie "nowości". Często czasem oglądam zagraniczne programy i tam np. jest zadanie zjeść 2 bochenki chleba i co oni tam wcinaja normalnie chleb tostowy, najgorszy śmieć dla mnie ale to są "bochenki chleba" na zachodzie. niestety nas też to pewnie czeka -byle szybciej, byle taniej - born, buy and die - tak to idzie?
Na koniec polecam jedzenie ryb morskich- działają dobrze na mózg, jest jeden efekt uboczny - płeć meska może zanieczyszczyc sobie nasienie - morza już nie są takie czyste.
Miłego dnia.
_________________
Przepraszam za swoje idiotyczne posty.
Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
K_M_K
Hetman
Hetman


Dołączył: Dec 08, 2003
Posty: 851
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Czw Kwi 24, 2008 7:27 am
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

skemup napisał:
Wolałbym jeść mniej wędlin, ale żeby były lepsze jakościowo tzn. bez zastrzyków i innych "syfów".


Bardzo lubię jeść wędzony boczek. Aby pozbyć się tych "zastrzyków", boczek kroję na kawałki i wygotowuję je trzy razy w wodzie (każdy raz po około 20 minut), zmieniając ją po każdym gotowaniu. Kiedyś zważyłem boczek przed i po gotowaniu. Po takiej 3-krotnej obróbce stracił około 1/4 wagi. Prawdopodobnie wypłukuje się w ten sposób nadmiar wody związanej poprzez dodane składniki wiążące ją wewnątrz boczku. No i przy okazji usuwa się (przynajmniej część) konserwanty i inne dodatki. Mimo 3-krotnego gotowania boczek nie traci smaku. Po ugotowaniu (i ochłodzeniu) zamrażam go. W ten sposób mam zapas na wiele tygodni. A jeżeli boczek jest dobrej jakości, to po takich zabiegach uzyskuje smak zbliżony wg mnie, do szynki.

Jeżeli chodzi o ryby, to sugeruję unikanie jedzenia ryb typu flądry i inne, łowiące pokarm przy dnie morskim. Tak jest duże stężenie zanieczyszczeń, które akumulują się w ciałach tych ryb. Z drugiej strony, trudno oczekiwać od ludzi, żeby wogóle zaprzestali jedzenia ryb i innych produktów.

_________________
Im dłużej żyję, tym staję się coraz bardziej sentymentalny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
Chrząszczyk
Nowy
Nowy


Dołączył: Sep 01, 2007
Posty: 59

PostWysłany: Czw Kwi 24, 2008 2:36 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

skemup napisał:
Wolałbym jeść mniej wędlin, ale żeby były lepsze jakościowo tzn. bez zastrzyków i innych "syfów".


Teraz to chyba niemożliwe, nawet najlepsze gotunkowo wędliny nie są wolne od dodatków. Kiedy kilkanaście lat temu kończyłem Technikum Przemysłu Spożywczego uczono mnie że wydajność szynki wędzonej to około 70% teraz z artykułu Gazety Wyborczej dowiadujemy się że 120-130% wydajności to szyneczka I klasa a oszukują ci co robią 200% Shocked
Jak chcesz jeść mięso bez chemii to musisz sam zrobić te wędliny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
acidity
Hetman
Hetman


Dołączył: Feb 27, 2002
Posty: 1545
Skąd: Polska

PostWysłany: Czw Kwi 24, 2008 3:30 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Chrząszczyk napisał:
Jak chcesz jeść mięso bez chemii to musisz sam zrobić te wędliny.
To jest tragiczne, ale niestety, nie pozbędziesz się chemii... Problem w tym, że "przygotowanie" mięsa zaczyna się od wypasania zwierząt przeznaczonych do uboju. Czym oni je karmią, skoro nie dość że rosną szybciej, to są jeszcze większe? Ale fakt jest faktem, najlepiej kupić świniaka i samemu przerobić na jadło.

Ryby... Załamaliście mnie, bo do dziś myślałem, że jest to jeden z ostatnich bastionów zdrowego jedzenia Sad

Kiedyś mieliśmy działkę za miastem 800 m2 oraz pole. Warzywa i owoce rosły wielkie, nie dlatego że były sztucznie wzbogacane, ale dlatego że nawieźliśmy czarnoziemu i nawoziliśmy obornikiem. Kilkaset metrów dalej facet pracował w małej ubojni. Zawsze gdy wracał z pracy, niósł pełną torbę przepysznych świeżo wyrobionych wędlin, które sprzedawał bądź wymieniał na inne towary. Heh, te czasy już nie wrócą, chyba że coś walnie z nieba i sprowadzi na nas globalną zagładę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
   
lk85
Hetman
Hetman


Dołączył: Mar 22, 2004
Posty: 1909

PostWysłany: Czw Kwi 24, 2008 4:27 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Średnia życia ludzi się zwiększa, więc nie ma co się tym wszystkim tak przejmować.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
tpp
Hetman
Hetman


Dołączył: Jan 17, 2002
Posty: 3100
Skąd: Polska

PostWysłany: Czw Kwi 24, 2008 4:47 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Dzięki innej chemii, którą nam aplikują lekarze wspomagani przez firmy farmaceutyczne.
_________________
Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
www.kolegiumsedziow.prv.pl - konkurs Przepisów gry. Zapraszam, Tomasz Ptaszyński
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
   
acidity
Hetman
Hetman


Dołączył: Feb 27, 2002
Posty: 1545
Skąd: Polska

PostWysłany: Czw Kwi 24, 2008 7:56 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

tpp napisał:
Dzięki innej chemii, którą nam aplikują lekarze wspomagani przez firmy farmaceutyczne.
Zgadza się! Teraz jak potrzebujemy antybiotyku, to zamiast do apteki, możemy wstąpić do mięsnego po kurczaki. Ponoć aplikują im końskie dawki i to wszystko się odkłada w mięsie Laughing

Mam jeszcze prośbę o potwierdzenie, bądź wyprowadzenie mnie z błędu. Otóż kiedyś znajomy mówił mi, że w krajach tzw. rozwiniętych, zwłoki ludzkie rozkładają się dłużej. Ponoć związane to jest z ogromną ilością konserwantów dodawanych do żywności. Prawda to czy fałsz?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
   
tpp
Hetman
Hetman


Dołączył: Jan 17, 2002
Posty: 3100
Skąd: Polska

PostWysłany: Wto Maj 27, 2008 10:40 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Przeczytane: Kurier Lubelski
Szczypior rośnie na leżąco

ROZMOWA O SZTUCZNYM CHLEBIE, BARWIONEJ SZYNCE, PĘDZONYM SZCZYPIORKU, CZYLI JAK SIĘ TRUJEMY
DR HAB. JERZY SZYMONA
  • Ewa Czerwińska: Jak się ma rolnictwo ekologiczne w Polsce? To wciąż mało znaczący fragment rolniczej całości?
    Dr hab. Jerzy Szymona z Katedry Ekologii Rolniczej Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie: Tak bym nie powiedział. Obecnie mamy 12 tysięcy gospodarstw, które posiadają certyfikat ekologiczny lub właśnie są w trakcie ubiegania się o niego.


    To 250 tysięcy hektarów upraw. Wcale niemało. Jednak w porównaniu z innymi państwami w Polsce mamy nieduży udział rolnictwa ekologicznego – w rankingu jesteśmy na ósmym miejscu w Europie, dajemy się wyprzedzić na przykład takiej małej Austrii. Więc mamy wiele do zrobienia. Polska jest krajem rolniczym, pod względem areału wszystkich użytków rolnych zajmuje czwarte miejsce w Europie. Chciałoby się, żeby była także w czołówce ekologicznego rolnictwa w Europie.

  • Pani w sklepie ogrodniczym kupowała środek na pędraki. Ekspedient przestrzegał, że po jego użyciu przez dwa miesiące nie będzie mogła jeść sałaty z podsypanej grządki. Będę podejrzliwa: może ta pani jeść jej nie będzie, za to sprzeda na targu innym? Klient zje chemię razem z sałatką. Jaka jest społeczna świadomość problemu?

    Nieoficjalnie wiadomo, że rolnicy produkują dla siebie i na sprzedaż. Dla siebie – nie podsypywane, na handel – i owszem. Nie przestrzega się okresów karencji, dawek środków chemicznych, między innymi pestycydów, które są truciznami. Nawet jeśli wszystkie warunki używania owych środków zostaną dotrzymane, to jednak szczątkowe ilości pozostaną w roślinie. My te rośliny zjadamy, więc niektóre środki kumulują się także w naszych organizmach. Na przykład DDT, który odkłada się w tkance tłuszczowej człowieka, a kiedy człowiek chudnie, środek uwalnia się i powoduje zatrucia. Na szczęście został wycofany z rynku. Ale nawet jeśli stosujemy chemię zgodnie z zasadami, to i tak jedząc na przykład sałatę przez cały rok kumulujemy w organizmie trujące związki. Jeżeli na dodatek dziś zjemy warzywko, które było pryskane wczoraj, to zatrucie jest bardzo możliwe.

  • Więc mamy odmawiać sobie nowalijek? Trudno oderwać oczu od tych dorodnych pyszności.

    No tak. Szczypiorek, rzodkiewka, sałata – „napędzone” sztucznie przy pomocy nawozów azotowych. Gromadzą się w nich azotany i azotyny – środki rakotwórcze. Ponieważ roślina ma mało energii, żeby je przerobić na białko, to je kumuluje. Sałata hodowana w tunelach w marcu, kwietniu, bez światła musi dostać wysoką dawkę azotu, żeby urosnąć. Badania niejednokrotnie wykazują nawet dziesięciokrotne przekroczenia azotanów w nowalijkach. Wie pani, jak produkuje się szczypiorek? Nie tak, że cebulkę wkładamy do ziemi i ona rośnie szczypiorem do góry. Nie. Cebulki układa się poziomo, na boku w specjalnych rynienkach wypełnionych roztworem z azotanami – mocznikiem lub saletrą – i ten szczypior rośnie sobie na leżąco, długi i prosty, w dodatku bardzo szybko. Ale jest tak napełniony azotanami, że staje się trucizną. Na szczęście jadamy go w niewielkich ilościach.

  • Marchewkę i pietruszkę też się popędza do wzrostu?

    Tych warzyw raczej nie. Ale stężenie środków chemicznych w glebie może być tak wysokie, że ma wpływ na skład chemiczny rośliny.

  • Od kiedy więc możemy śmiało jeść wiosenne przysmaki – sałatę, szczypiorek, wiedząc, że urosły bez udziału chemii?

    Sałatę już po 15 maja. Wówczas roślina ma sporo światła, jest długi dzień na to, żeby rosnąć. Rośnie więc dorodna, ale nie pędzona sztucznie. Jestem zwolennikiem rolnictwa, w którym stosuje się nawozy ekologiczne.

  • Jakie są z nich pożytki?

    Nawozy chemiczne zmieniają skład chemiczny roślin – dajemy azot, fosfor i potas, więc przeważnie roślina zawiera tylko te trzy podstawowe pierwiastki. Inne są w niedoborze. My także mamy ochotę czasem na tort, a innym razem na śledzia. Roślina podobnie, też powinna być różnorodnie odżywiana. Pełnej gamy pierwiastków dostarczają jej nawozy organiczne. Produkcja jest oczywiście droższa. Za produkt wyższej jakości musimy zapłacić wyższą cenę. W zamian mamy lepsze zdrowie, samopoczucie, oszczędzamy na lekach.

  • Z jednej strony rynek oferuje towary drogie, ale zdrowe, z drugiej oszustwa spożywcze.

    Na naszym rynku można kupić produkty spożywczopodobne. Na przykład robi się sery z oleju roślinnego. Jest masło roślinne, w którym nie ma masła, bo przecież się go nie robi z oleju roślinnego. Są produkty mięsopodobne, czyli takie, w których nie ma mięsa. Z kilograma mięsa można zrobić półtora kilo szynki. A są tacy spec­jaliści, którzy zrobią i dwa kilo. W paluszkach jest 30-40 procent mięsa, reszta to kazeina z mleka i soi. W produkcji spożywczopodobnej najważniejsze są dla przetwórcy dwa składniki: woda i powietrze. Wodę pompuje się do miękkich szynek. Najpierw masuje się mięso, żeby je rozluźnić, potem nakłuwa igiełkami gęstymi jak szczotka do włosów i wprowadza wodę. Żeby nie wyparowała, dodaje się fosforany. Ponadto farbę, żeby ta szyneczka była różowa, ładna, a nie blada. Do pieczywa dodaje się wybielaczy, spulchniaczy, substancji antypleśniowych i mamy chlebek jak gąbka. Dodaje się gips, żeby był jak najbielszy. Bo bielutki jest podobno najsmaczniejszy.

  • Ja z kolei szukam jak najczarniejszego...

    Też można się natknąć na spożywczą sztuczkę: piecze się chleb z dodatkiem karmelu, żeby go zabrązowić, ale on nie ma nic wspólnego z razowym pieczywem. W dodatku piekarze wymagają mąki wysokoglutenowej, a gluten zwiększa ich zysk. Jemy oczami.

    Mamy na przykład dwa gatunki sera – tańszy i droższy. Kupimy tańszy, żeby zaoszczędzić, ale w nim nie ma białka z mleka, tylko z soi. Na etykiecie soku zobaczymy informację, że zrobiony został z owoców naturalnych, a on jest z koncentratu. Wyciska się owoc, że nic z niego nie zostaje, odparowuje wodę i rozwozi po całym świecie, miesza w rozlewniach z wodą i butelkuje. A na etykiecie wpisuje: 100 procent soku.

    Druga sprawa to konserwanty. Dziś żaden handlowiec nie kupi produktu, który nie będzie miał przynajmniej trzymiesięcznego okresu trwałości. Inaczej musiałby część towarów wyrzucać na śmietnik. Są jeszcze substancje nabłyszczające, wybarwiające...

  • Co się nabłyszcza?

    Na przykład czekoladę, cukierki, żeby ładnie połyskiwały. Z kolei środki wybarwiające służą temu, żeby wydobyć kolor. Obowiązuje rozporządzenie ministra zdrowia dotyczące stosowania środków konserwujących, jest lista dozwolonych. Jak się ją czyta, to czasem włos staje na głowie, czego tam nie ma w tej żywności. Bardzo dużo syntetyków z literką e na początku.

  • Myśli Pan, że ktoś czyta te litanie na etykietach wydrukowane maczkiem?

    Oczywiście, że nie. Chyba że pracownicy PIH. Klient patrzy na cenę, wygląd i... kupuje. Na Zachodzie są już całe supermarkety z żywnością ekologiczną. Proekologiczna jest polityka rządu amerykańskiego. Stawia na to, żeby ludzie jedli zdrowo i mniej chorowali. Rozmawiałem niedawno z Amerykanami. Mówią: oh, McDonald’sy już nie dla nas! Dla was!

  • Rynek to gra. Rządowi amerykańskiemu może zależeć na zdrowiu obywateli. Ale już przemysłowi farmaceutycznemu – na produkowaniu coraz to nowych leków, bo z tego żyje. Obłuda.

    Oczywiście, lobby farmaceutyczne jest potężne i każdy koncern walczy o swoje zyski. Teraz przebojem są organizmy modyfikowane genetycznie. Połączono w sposób sztuczny geny bakterii z genami rośliny po to, żeby stworzyć roślinę odporną na owady. Na przykład wszczepiono kukurydzy gen bakterii, żeby ona była trująca dla szkodników, które ją atakują. Podobnie produkuje się rzepak powszechnie stosowany. Ponadto różne dziwolągi, na przykład kwadratowe pomidory. Kwadratowe dlatego, żeby je łatwiej można było układać w skrzynce. Czy ziemniaki, które długo się nie psują... Wiele laboratoriów pracuje na te sztuczki. Odbiorcą są duże gospodarstwa, które stać na zakup licencji na taki zmodyfikowany organizm. Jest jednak niebezpieczeństwo, że kukurydza BT (transgeniczna) skrzyżuje się z kukurydzą niemodyfikowaną. Toczy się wielka walka w Europie i Polsce, żeby wyeliminować te organizmy, bo wkrótce w ogóle nie będzie naturalnych roślin.

  • Kto i kiedy zapoczątkował te modyfikacje?

    Właścicielem i pomysłodawcą tych zmodyfikowanych organizmów (GMO) są koncerny, często chemiczne, które produkują jednocześnie środki ochrony roślin. Masz rośliny GMO, musisz kupić nasz środek do ochrony, bo żaden inny się nie nadaje – to najporostsze wyjaśnienie zależności. Sprawa stała się głośna na początku lat 90., kiedy do Polski zaczęły napływać ogromne ilości soi modyfikowanej. Jej właścicielem jest Monsanto. Ta soja jest bardzo podatna na chwasty, więc wymyślono preparat, który zniszczy chwasty, a pozostawi roślinę, odporną na ten środek. Zrozumiałe, że producenci soi będą kupować tylko ten produkt na chwasty. Koncern sprzedaje im i nasiona, i środek ochrony – zarabia więc na dwóch produktach.

  • W gruncie rzeczy nie chodzi o to, żebyśmy jedli zdrowiej.

    Przedstawiciel Monsanto wyraźnie powiedział, że nie zależy mu na zdrowiu, tylko na zysku. O zdrowie niech się martwią inni. W Stanach już się nie uprawia soi naturalnej, ani kukurydzy i rzepaku – tylko GMO. Natomiast Europa – jak dotychczas – się broniła. Było moratorium na stosowanie, które skończyło się 1 stycznia 2006 roku. Wiele krajów unijnych zaczęło używać różnych kruczków prawnych, żeby podtrzymać obronę, wtedy Stany Zjednoczone oskarżyły Unię w WTO, że straciły w ciągu pierwszego półrocza 2006 roku 150 mln dolarów, bo nie sprzedały nasion do Europy.

  • Europa nadal się broni?

    Tak. Niektóre państwa, na przykład: Grecja, Węgry, Austria i Francja wprowadziły moratorium na stosowanie GMO. Polska, niestety, nie.

  • Dlaczego?

    Polska ma ustawę, która mówiła, że od 1 stycznia 2009 r. nie wolno będzie stosować pasz modyfikowanych genetycznie. Już niektórzy protestują. Lobby amerykańskie działa prężnie, żeby Polska nadal importowała paszę z USA. Minister rolnictwa ugiął się i prawdopodobnie moratorium wejdzie w życie dopiero od 2011 roku.

  • Może modyfikowana pasza jest tańsza?

    Nie. Nie o to chodzi. Po prostu lobby za importem jest silniejsze i fakt jest taki, że sprowadzamy z USA 2 mln ton soi modyfikowanej genetycznie rocznie. We wszystkich mieszankach pasz dla drobiu, świn, bydła znajduje się soja GMO. Jednocześnie w tym samym czasie – odkąd ją kupujemy ze Stanów – nie wprowadzono żadnych zachęt, żeby rolnicy produkowali soję naturalną, co zakończyłoby import. Na odłogach można przecież produkować pasze wysokobiałkowe, naturalne, takie jak bobik, soja, peluszka, łubin. A jeśli nie – to na Ukrainie moglibyśmy kupić soję naturalną.

  • We wsi usłyszałam od rolnika: „Dziś prawdziwych świń już nie ma. Albo są na słoninę, albo na mięso, a te na mięso, niskoskanalizowane, wyglądają dosłownie jak jamniki”. A jajka? Na fermach daje się kurom czerwoną farbę, żeby żółtka jaj były pomarańczowe, nie blade. To wszystko przypomina jakiś nadmuchany plastik – fantastik. Jak daleko można się posunąć w tych manipulacjach?

    Nawiasem mówiąc, w Stanach Zjednoczonych zauważono, że nawet po 25 latach zmarli leżą sobie zakonserwowani, bo ich ciała są przesycone środkami chemicznymi... Z jednej strony rzeczywiście upowszechniamy żywność plastikową. Z drugiej zaś są działania protestujące – na przykład Brytyjska Akademia Nauk żąda od rządu wprowadzenia moratorium na 25 lat o zakazie stosowania upraw GMO w związku z licznym alergiami u dzieci. Nie wiemy, jaki wpływ ma GMO na zdrowie, nie robi się badań, wprowadza się uprawy w ciemno. Przecież kukurydza zmodyfikowana może krzyżować się z kukurydzą naturalną, z chwastami, i tak dalej. Mogą powstać nowe szczepy bakterii, całkiem nowe organizmy, na które organizm ludzki nie znajdzie żadnej bariery obronnej. Jak z AIDS. Ale AIDS można jeszcze jakoś opanować, pod warunkiem, że osoby nie zbliżają się do siebie. A co zrobić z jakimiś fruwającymi w powietrzu pyłkami transgenicznymi?...
Ewa Czerwińska
_________________
Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
www.kolegiumsedziow.prv.pl - konkurs Przepisów gry. Zapraszam, Tomasz Ptaszyński
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
   
skemup
Pion
Pion


Dołączył: Oct 28, 2005
Posty: 151

PostWysłany: Sro Paź 08, 2008 12:10 pm
Temat postu: Czy wiesz co pijesz?
Odpowiedz z cytatem

http://serwisy.gazeta.pl/zdrowie/1,51220,3571274.html
_________________
Przepraszam za swoje idiotyczne posty.
Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
skemup
Pion
Pion


Dołączył: Oct 28, 2005
Posty: 151

PostWysłany: Sro Paź 08, 2008 12:13 pm
Temat postu:
Odpowiedz z cytatem

Innymi słowy woda źródlana to nie to samo co mineralna- niestety mało ludzi zdaje sobie z tego sprawę. Na siłowni do której chodzę jest dostępna tylko woda źródlana Shocked , a przecież co jak co ale w takim miejscu organizm jak najbardziej potrzebuje pierwiastków..
_________________
Przepraszam za swoje idiotyczne posty.
Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu Idź do strony 1, 2  Następny
Wszystkie czasy w strefie
www.szachista.com Strona Główna
-> Nie tylko szachy (ogólne)
Strona 1 z 2

 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Przyjaciele: • Reklama, WSR • Strony internetowe, druk, dtp • PZSZach, Szachy