2007_02 Magazyn SzachistaStrona: 2/2 (526 słów w tym tekście) (2737 ) 
Od redakcji
Wspaniały turniej w Wijk aan Zee przyniósł wiele emocji. Ostatecznie triumfowali trzej zawodnicy: Weselin Topałow, Lewon Aronian i Tejmur Radżabow, a tuż za nimi byli Władimir Kramnik i Viswanathan Anand, którzy razem z Peterem Leko tworzą bez żadnej wątpliwości pierwszą szóstkę świata. Węgier tym razem postanowił zrobić sobie miesięczną przerwę, aby nabrać apetytu przed nowymi zmaganiami w Meksyku i Hiszpanii.
Cała trójka została uznana za zwycięzców turnieju, bowiem nieporozumieniem jest wydzielanie zwycięzców dodatkową punktacją przy równym dystansie, jaki przeszli wszyscy uczestnicy. Naturalnie trofeum musi być komuś wręczone i otrzymał je Lewon Aronian, którego szybkie postępy są widoczne gołym okiem. Wszystko wskazuje na to, że może on wkrótce nawiązać do tradycji wielkiego Ormianina Tigrana Petrosjana i przywrócić Armenii tytuł mistrza świata. Inna rzecz, że apetyt na koronę ma też kolejny chłopiec z Baku Tejmur Radżabow, który idzie śladami Garriego Kasparowa. Wszystko wskazuje na to, że ta dwójka oraz Siergiej Karjakin i Rusłan Ponomariow przejmą panowanie nad światem szachowym w najbliższych latach.
Solidnie traktował cały turniej Władimir Kramnik, który grając klasyczne systemy czarnymi ma kłopoty z wygraniem partii tym kolorem, a nacisk białymi przyniósł mu tylko trzy zwycięstwa i do pełnego sukcesu zabrakło pół punktu. Powoli ze szczytu schodzi Anand, który z pierwszą czwórką uzyskał zaledwie jeden punkt. Wydaje się, że Vishy najlepsze lata ma za sobą i jest bezkonkurencyjny tylko w partiach szybkich i błyskawicznych. Warto podkreślić doskonały występ Davida Navary, który nabierał doświadczenie w Polsce, grając w openach w Polanicy Zdroju i w Cracovii oraz w naszej Ekstralidze. Okazuje się, że w ten sposób też można dojść do światowego poziomu, tylko trzeba wszystkie partie grać, a potem analizować, a nie podchodzić w sposób lekceważący do spotkań ze średnimi zawodnikami. Poziom szachów w Polsce nie jest zły. Widać to gołym okiem, gdy nasi zawodnicy wyjeżdżają na openy i zajmują wysokie miejsce w różnych krajach Europy.
W kraju, w styczniu, nie było wielkich imprez, więc można było spojrzeć retrospektywnie na turnieje w 2006 roku. Było wiele ciekawych imprez w całym kraju. W zasadzie każde województwo dba o tradycyjne turnieje w szachach klasycznych, szybkich czy błyskawicznych. Inna rzecz, że trudno spotkać u nas zawodników znanych na świecie, bowiem wysokość nagród nie zachęca do udziału zawodowców. Nawet zdobycie pierwszych nagród nie pozwala na utrzymanie rodziny. Dlatego też w Polsce grają młodzi zawodnicy na dorobku, ale ich poziom gry jest wysoki. W każdym razie wystarcza do zdobywania medali na ME i MŚ w różnych grupach wiekowych, a 80-leciu PZSzach zdobyliśmy przecież blisko 100 medali w grupach wiekowych od 10 do 20 lat.
Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny |